Główne menu

Logowanie



Logowanie





Strona główna Aktualności Być lub nie w podstawie programowej
Być lub nie w podstawie programowej PDF Drukuj
Sekcja Aktualności
Wpisany przez admin   
sobota, 02 listopada 2013 08:26

Być albo nie być w podstawie programowej - oto jest pytanie!

Prasowe nagonki na firmy w przedszkolach śledzę mniej więcej od 1989 roku. Problem nazywano segregacją, aferą łapówkową /oskarżano dyrektorki przedszkoli o ściąganie haraczu z instruktorów/, lukratywnym biznesem, sprzedającym rodzicom obok wartościowych, marne jakościowo zajęcia w formie "wolnorynkowej", czyli często po prostu przez nikogo niekontrolowanej.

Rodzice przy tym - fakt - rzadko narzekali, ale zdarzało się, że okazywali zaniepokojenie z różnych powodów i wtedy najczęściej pisali na ten temat bezpośrednio do MEN w sprawach różnego typu, np.:
- jednakowych opłat za wszystkie dzieci /młodsze i starsze/, choć zajęcia 3-latków zwyczajowo trwały o połowę krócej, niż 5-latków...
- wywierania presji na tych, którzy nie nie chcieli lub nie mogli płacić,
- zmuszania dzieci do udziału w dodatkowych /a zatem nieobowiązkowych/ zajęciach, także do uczestniczenia w zajęciach rytmiki
- niedemokratycznego doboru solistów podczas przedszkolnych występów, itp. itd.

Jako wiceprezes SPIMR miałam ponadto wiele niepokojących sygnałów od rytmiczek. Na przykład, że wymagający pedagog realizujący misję edukacyjną w sposób zgodny z Metodą Rytmiki na bazie ćwiczeń /dalcrozeowskich, orffowskich i innych klasycznych, opartych na AKTYWNEJ PERCEPCJI MUZYKI, czyli takich, którym towarzyszy żywa muzyka, improwizowana na fortepianie/, postrzegany był przez rodziców a nierzadko także przez personel przedszkola jako "zbyt profesjonalny" - za wiele wymagający i oczekujący zaangażowania nawet przez te dzieci, które nie mają ochoty na aktywność muzyczną. /sic!/

Czasem wręcz okazywało się, że takie spotkania mniej podobają się dzieciom, niż np. spotkania wyłącznie przy mechanicznie odtwarzanych piosenkach i zabawach, w których można dostać nagrodę /a rodzice są na to bardzo czuli.../.

Wcale nie należało przy tym do rzadkości eliminowanie z rynku przedszkolnego oryginalnych zajęć z rytmiki na rzecz tego, co przyjemniejsze i łatwiejsze dla dzieci - na rzecz zabaw pozbawionych walorów edukacyjnych i zadań nie wymagających wysiłku, zaangażowania oraz nie stwarzających okazji do pokonywania trudności, samodzielnego myślenia et cet.

Cóż jeszcze? Myślę, że pedagodzy rytmiki powinni dogłębnie przeanalizować zaistniałą sytuację. Ustawa "przedszkolna" - fakt - zaskoczyła zainteresowanych, ale nie tylko dlatego, że jej wprowadzenie nie było przygotowane. Moim zdaniem także z tego powodu, że nauczyciele rytmiki w niewystarczającym stopniu interesowali się uporządkowaniem swojej sytuacji zawodowej /statusu/. I to pomimo apeli regularnie ponawianych przez SPIMR od początku istnienia stowarzyszenia, czyli co najmniej od 2006 roku. Czemu? Pojąć nie sposób. A może ktoś wie, czemu i odważy się powiedzieć to głośno? 
Zanim wyrazimy nasze stanowisko, powinnyśmy także wziąć pod uwagę to, że styl: "płacę i wymagam" jest w edukacji powszechnej bardzo ryzykowny. Coś na kształt miecza obosiecznego... Dzięki obecności rytmiki w podstawie programowej DOCELOWO zajęcia MUSIAŁYBY odbywać się w zgodzie z zasadami sformułowanymi przez specjalistów od Metody Rytmiki, w formie nieskrępowanej przez żadne "widzimisię" rodziców. Doprawdy nie do pojęcia jest krótkowzroczność osób opowiadających się za powierzeniem losu rytmiki w przedszkolach rodzicom... Najlepszym dowodem są placówki prywatne, w większości domagające się działań "pod rodziców". A co to oznacza? Nie muszę chyba nikomu wyjaśniać...
Mija sto lat od założenia Instytutu Rytmiki w Hellerau. Ile lat czekał Mistrz na jego powołanie, kto pamięta?

Instytut Rytmiki Dalcroze'a - Hellerau 1913

Rytmika - zdjęcie z epoki.

/ej/
Poprawiony: sobota, 02 listopada 2013 10:48
 
Copyright © 2020 Stowarzyszenie Pedagogów i Miłośników Rytmiki. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.